Megaferma – o co tu chodzi? Burmistrz Czaplinka wyjaśnia

  • Napisane przez  Adam Kośmider
Fot. Adam Cygan, Archiwum DSI Fot. Adam Cygan, Archiwum DSI

Z mieszkańcami naszej Gminy i Radnymi RM dzieliłem się już w przeszłości wiedzą, jaką wówczas posiadałem na temat planowanej na naszym terenie budowy Megafermy trzody chlewnej. Wobec nieustającej fali internetowego hejtu i krążących w przestrzeni publicznej absurdalnych plotek, po raz kolejny przypomnę początki.
Pierwszym dokumentem, jaki wpłynął do Urzędu Miejskiego, była oferta spółki Progress Poland, którą otrzymałem podczas spotkania z Prezesem spółki w dniu 24 maja ub.r. Oferta ta, z uwagi m.in. na swój ogromny rozmach inwestycyjny i niesamowitą wielkość, budziła moje wątpliwości co do realnych możliwości jej realizacji, i dlatego nie nadawałem jej publicznego biegu. Kiedy Prezes Spółki zaproponował mi spotkanie w powyższej sprawie w połowie listopada ub.r., (które ostatecznie nie doszło do skutku), zdecydowałem o przedstawieniu oferty Radnym RM w dniu 06 grudnia ub.r., uznając, że jest to odpowiedni czas na jej upublicznienie, ponieważ budowa fermy stawała się już bardziej prawdopodobna. Następnie problematyka Megafermy była rozpatrywana podczas posiedzeń komisji RM, informowałem o tym także podczas sesji RM, oraz pisałem na łamach Kuriera Czaplineckiego (Nr 125 i 127). Spotkałem się także w tej sprawie 23 lutego b.r. z mieszkańcami sołectwa Żelisławie na ich wniosek.


Po raz drugi widziałem się, razem z Przewodniczącym RM, z Prezesem spółki 05 maja b.r. w Bornem Sulinowie. Na spotkanie otrzymałem zaproszenie drogą e-mailową, potwierdzone później wersją papierową. Uczestniczyliśmy w nim jako zaproszeni goście i obserwatorzy. Spotkanie miało charakter roboczy. Brali w nim udział potencjalni wykonawcy poszczególnych elementów infrastruktury, czyli: dróg, paszarni, elewatora, ubojni, chlewni, domów mieszkalnych, biogazowi, szklarni, hotelu itd.

  • Artykuł jest zapowiedzią kolejnego numeru Kuriera Czaplineckiego

Z przebiegu rozmów podczas spotkania wynikło, że potencjalny inwestor ma głęboką świadomość, iż zasadniczym krokiem w kierunku realizacji inwestycji jest złożenie w gminie wniosku o wydanie decyzji o warunkach zabudowy dla planowanego przedsięwzięcia. Na moją prośbę Prezes spółki potwierdził pisemnie, że przedstawiona oferta jest li tylko ofertą, a wniosek o wydanie decyzji o warunkach zabudowy zostanie dopiero złożony po skompletowaniu wymaganych dokumentów. Dotychczas taki dokument do gminy nie wpłynął.
Typowy, standardowy wniosek o wydanie decyzji o warunkach zabudowy lub lokalizacji inwestycji celu publicznego, jest do pobrania na stronach internetowych gminy. Należy podkreślić, że każdy obywatel Polski i UE ma prawo do złożenia takiego wniosku, dotyczącego jakiejkolwiek działki lub nieruchomości położonej na terenie danej gminy, niezależnie od tego, kto jest jej właścicielem. W pkt. IV wniosku należy podać charakterystyczne parametry techniczne inwestycji oraz dane charakteryzujące wpływ inwestycji na środowisko. W przypadku Megafermy, aby burmistrz mógł określić jej wpływ na środowisko, niezbędne jest uzyskanie przez składającego wniosek (potencjalnego inwestora) decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, wydawanej na podstawie Ustawy (Dz. U. z 2016 r., poz. 353), jako przedsięwzięciu mogącym zawsze znacząco oddziaływać na środowisko. W naszym przypadku zasadnicze znaczenie będzie miał raport o oddziaływaniu inwestycji na środowisko, opiniowany w ramach procedury przez RDOŚ. Jeżeli zakończy się on wynikiem negatywnym, to nie ma mowy o wydaniu pozytywnej decyzji o warunkach zabudowy podpisywanej przez Burmistrza. Ale, wójt czy burmistrz, po spełnieniu przez wnioskodawcę warunków określonych we wniosku, oraz po uzyskaniu pozytywnych uzgodnień, nie ma prawa odmówić wydania pozytywnej decyzji.
Decyzja o warunkach zabudowy jest jednym z podstawowych dokumentów potrzebnych do uzyskania pozwolenia na budowę, wydawanego przez Starostę. Z kolei Starosta także nie może odmówić wydania pozwolenia na budowę, jeżeli wnioskodawca spełni wszystkie wymagane prawem warunki.
W przeciwnym wypadku wnioskodawca może odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a później do sądu. Przy uporczywej, bezzasadnej odmowie Burmistrza lub Starosty, może ubiegać się w sądzie o zwrot poniesionych nakładów na opracowanie dokumentacji. W przypadku takiej megadokumentacji mogą to być koszty sięgające nawet kilkuset tys. zł przy decyzji o warunkach zabudowy i do kilku mln zł przy pozwoleniu na budowę.
W procedurze przygotowania i opracowania decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych przewidziano konsultacje społeczne. I na pewno, na określonym etapie procedowania, taki udział mieszkańców zostanie zapewniony, bo takie są uwarunkowania prawne. Nic nie może się odbyć bez wiedzy i udziału zainteresowanych osób lub organizacji.
Nigdy publicznie nie wypowiedziałem się, czy jestem za budową Megafermy, czy nie. I nie mogę się wypowiadać. Jako Burmistrz jestem osobą zaufania publicznego i urzędnikiem, który przy podejmowaniu decyzji administracyjnych musi być neutralny, bez względu na swoje prywatne podglądy na temat przedmiotu decyzji, czy stosunku do wnioskodawcy. Zawsze podejmuję ważne decyzje po skrupulatnym rozważeniu wszystkich za i przeciw. Tak, jak to było w przypadku realizacji reformy oświaty. Dzisiaj mam jeszcze za mało danych do przeprowadzenia analizy wpływu tego przedsięwzięcia na funkcjonowanie Gminy w różnych aspektach, w tym: na środowisko naturalne, na dochody budżetowe, na lokalny rynek pracy, na poziom życia mieszkańców, na inne gałęzie gospodarki i przedsiębiorstwa w gminie, demografię, życie społeczne, edukację itp. Projekt będzie można rzetelnie ocenić dopiero po złożeniu wniosku do gminy i uruchomieniu kolejnych, wymaganych prawem procedur.
Obecnie w naszej gminie niewielu ludzi ma gruntowną merytoryczną wiedzę na ten temat. W kwestii budowy i zasad funkcjonowania ferm trzody chlewnej, opartych na najnowszych technologiach uwzględniających europejskie standardy ochrony środowiska jesteśmy ignorantami (co nie jest zarzutem), tak jak wszyscy zabierający do tej pory głos w tej sprawie. Dlatego trzeba być dość ostrożnym w formułowaniu sądów i opinii, nie mając ugruntowanej wiedzy w tej materii. I autorytatywne zabieranie głosu w powyższej sprawie przez różnych „znawców” tematu na wszelkich forach, zmuszanie do określenia się Burmistrza i Radnych w tym przedmiocie, jest nieuprawnione. Tym bardziej, że Radni w procesie decyzyjnym nie biorą udziału. W Internecie nie ma żadnej merytorycznej wymiany myśli i poglądów. Jest tylko bezrozumny hejt!
Czynione są mi zarzuty, że spotykałem się z potencjalnym inwestorem, nie wtajemniczając w to Radnych, czy mieszkańców. Radzenie się kogokolwiek przez Burmistrza, z kim ma, lub może się spotkać jest wymogiem absurdalnym. Spotykam się z każdym, kto wyraża takie życzenie. Od szeregowego mieszkańca Gminy poczynając, a na Parlamentarzystach kończąc. W tym przypadku, zgodnie z zasadami budowania i utrzymywania dobrych relacji na linii samorząd – biznes (inwestor), miałem obowiązek spotykać się i wysłuchać propozycji związanych z Megafermą.
Kilka, kilkanaście krzykliwych osób, reprezentanci grup interesów, czy wręcz ulica nie mogą decydować o tym, z kim może spotykać się Burmistrz, i o czym ma rozmawiać. Taki model pracy mógłby doprowadzić w Ratuszu do paraliżu organizacyjnego i decyzyjnego.
Wobec trwającej obecnie w mediach (Internet, lokalna prasa) i przysłowiowym maglu, nagonki na burmistrza i inwestora, Prezes spółki Progress Poland jest gotów w każdej chwili na spotkanie z mieszkańcami gminy Czaplinek, celem wyjaśnienia istoty inwestycji w różnych, wielowymiarowych aspektach, aby rozwiać wszelkie wątpliwości związane z budową i funkcjonowaniem Megafermy. Chociaż na tym etapie procedowania, przed złożeniem wniosku, żadne obligatoryjne konsultacje społeczne nie są wymagane. Termin i miejsce spotkania zostaną podane do publicznej wiadomości.
Ponadto, zamiast zmuszać Radnych do podejmowania uchwał, które nie będą miały żadnej mocy prawnej, proponuję zajrzeć do Dziennika Ustaw z 2014 r. poz. 1195, który zawiera Ustawę o petycjach z dnia 11 lipca 2014 r. Na podstawie tego dokumentu można się domagać zmiany przepisów prawa, podjęcia rozstrzygnięcia lub innego działania w sprawie dotyczącej podmiotu wnoszącego petycję, życia zbiorowego, lub wartości wymagających szczególnej ochrony w imię dobra wspólnego, mieszczących się w zakresie zadań i kompetencji adresata petycji.
Ja rozumiem obawy mieszkańców, zwłaszcza tych, którzy mieliby mieszkać w pobliżu planowanej inwestycji. Większość z nas boi się zmian, szczególnie wtedy, gdy mało na temat tychże wiemy. Boimy się zmian, kiedy wiedza nasza opiera się tylko na dotychczasowych złych i przykrych doświadczeniach. Ochoczo korzystamy z najnowszych zdobyczy techniki i technologii (Internet, smartfony), ale jak coś nieznanego ma się pojawić koło nas, powstaje panika. Ludzie skądinąd światli i rozumni dostają raptem małpiego rozumu i nie trafiają do nich żadne racjonalne argumenty. Obrażają i pomawiają o niecne czyny wielu uczciwych ludzi. Wypowiedzi w Internecie związane z Megafermą są klasycznym tego przykładem.
Ogień podsyca Pan Starosta Stanisław Kuczyński. Jest taki dobry obyczaj, i tak było do tej pory w naszym powiecie, że samorządowcy nie komentują publicznie działań swoich kolegów. Starosta łamie te zasady. Niestety, zdziczenie obyczajów w polityce krajowej przenosi się na samorządy, w tym do naszej Gminy. Odbywa się ordynarna gra na emocjach i niewiedzy. Udział w tym bierze Pan Starosta, rozpalając nastroje, odwrotnie do swojej roli. Odbywa się sabat nad „działaniami” Burmistrza, na które nie ma w tej chwili żadnego wpływu, i których nigdy nie podejmował.
Pan Stanisław, paradując na czaplineckim rynku w twarzowej czapeczce z napisem „NIE dla Megafermy w Czaplinku”, uroczyście rozpoczął kampanię wyborczą do samorządu, stając na czele hunwejbinów-hejterów zwalczających, jak na razie sam pomysł powstania Megafermy (i nie mam tu na myśli mieszkańców naszej gminy, którzy słusznie obawiają się o swoją przyszłość). Agitował także urzędników w Urzędzie Miejskim, aby zamawiali błazeńskie czapeczki. Podejrzewam, że gdyby On był teraz burmistrzem, to pogoniłby batem z Ratusza takiego komiwojażera. Dla mnie osobiście jest to przykre doświadczenie, ale nie niespodzianka.
Jest mi wstyd. Jako samorządowcowi. Jest mi wstyd za Starostę. Nie za Kuczyńskiego, ale za Starostę.
W dniu 24 maja odbył się „dyżur” Starosty w ZSP nt. Megafermy, i dzień później w tej sprawie obradowała Komisja Infrastruktury. O tych wydarzeniach i innych „bohaterach” wydarzeń napiszę w następnym numerze.

Powrót na górę

Współpracujemy

           

Zostań promotorem

Więcej

Moje konto