Worki na śmieci biodegradowalne

  • Napisane przez  Artykuł zewnętrzny
Worki na śmieci biodegradowalne

W każdym mieście jest takie miejsce, którego nikt nie lubi, którego każdy unika, ponieważ poza wielką usypaną górą czuć bardzo nieprzyjemny zapach, pospolity odór. Tym niechlubnym miejscem jest ucywilizowane wysypisko śmieci. Prawdopodobnie każdy mieszkaniec większej polskiej aglomeracji miejskiej mógł przynajmniej raz w życiu zobaczyć ów antropogeniczny twór. Prawdę mówiąc, to niezbyt przyjemny widok. Możliwość podziwiania tego pomnika ludzkości w formie gigantycznej góry śmieci, skrzętnie ukrywanej kolejnymi warstwami ziemi, nie jest nomen omen szczytem marzeń. Nie mówiąc już o wielkich wyspach plastiku, które sukcesywnie zwiększają swoją powierzchnię na niemal wszystkich morzach globu.

Nikt nie odkryje Ameryki, jeśli stwierdzi, że ludzie jako gatunek powinni się raczej wstydzić patrząc na ten sztuczny górotwór niż być nieprzeciętnie dumnymi przedstawicielami homo sapiens quisquiliae. A bywa niestety różnie. Przykłady dzikich wysypisk na obrzeżach miast czy nawet w śródmieściach są nazbyt dobrym dowodem, że ludzie to skądinąd gatunek pełen wewnętrznych sprzeczności. Pomimo tych sprzeczności, na naszej planecie żyją osobniki, które za nadrzędny cel i priorytet stawiają sobie ochronę środowiska, w tym podejmowanie prób rozwiązania palącego problemu, jakim są odpady komunalne.

Śmieci w skali mikro

Zmieniając nieco punkt widzenia i wpatrując się w zagadnienie szeroko pojętych śmieci, należy przywołać sobie na myśl widok, który niemal codziennie maluje się na ulicach dużych polskich miast – śmieciarka. Miejskie przedsiębiorstwa oczyszczania miasta codziennie w pocie czoła intensywnie pracują, by reprezentacyjne części metropolii były wolne od walających się worków wypełnionych odpadkami. W końcu nikt nie chciałby, aby nad Wisłą zapanowały neapolitańskie standardy w zakresie porządku i czystości publicznej.

Workowy apartheid

Od 1 lipca 2013 roku, czyli od momentu wejścia w życie tzw. ustawy śmieciowej, praktycznie na każde gospodarstwo domowe w Polsce został nałożony obowiązek segregacji śmieci. Oczywiście, w deklaracji śmieciowej można było wpisać, iż rezygnuje się z segregacji, aczkolwiek była to opcja dość kosztowna – frazes: bogatemu wszystko wolno jest w tym wypadku jak najbardziej na miejscu. Od tamtego czasu w wielu gminach zapanował chaos, związany z brakiem pojemników na odpady. Producenci mieli spore problemy z dostarczeniem ich na czas. Tym sposobem pod strzechami, a raczej wokół domostw zaroiło się od różnokolorowych worków.

Polskie społeczeństwo niejako zmuszono do segregacji odpadów wytworzonych przez gospodarstwa domowe. Był to krok w stronę zachodnioeuropejskich standardów, które dla niemal każdej ekipy rządzącej były oczkiem w głowie. Jednak sposoby ich wdrożenia przez ostatnie dziesięciolecia należy kulturalnie przemilczeć. Koniec końców, workowanie śmieci stało się faktem. Dlatego też widok Kowalskiego czy Wiśniewskiego skrupulatnie segregującego swoje odpady na dobre wpisał się w polską rzeczywistość. Codziennie stosowana jest wyliczanka:

  • obierki z owoców i warzyw do brązowego,
  • folie, puszki i wszelkie plastiki do żółtego,
  • gazety i inne papiery do niebieskiego,
  • popiół do pojemnika pn. popiół,

natomiast cała reszta, nie sklasyfikowana nigdzie indziej, zamaszystym wsadem ląduje w pojemniku o nazwie zmieszane.

Szelest innowacyjności

Pomimo stosowania worków na śmieci w procesie segregacji, nie trudno zauważyć, że sam worek w końcowym rozrachunku również jest odpadem. Wszelkie woreczki, folie, opakowania plastikowe pakuje się w małe foliowe torebki, a te następnie wyrzuca do żółtego worka z napisem plastik/metal. Istna matrioszka, rosyjska babuszka.

Już w 2008 roku na targach branży opakowań zaprezentowano produkt, który wkrótce stał się dość powszechnym rozwiązaniem ekologicznej utylizacji tworzyw sztucznych. Tym wynalazkiem okazał się enigmatyczny d2w, czyli dodatek używany do produkcji tworzyw sztucznych podlegających biodegradacji.

Substancja została opracowana przez brytyjską firmę Symphony Environmental. Dzięki jej produktowi, każde tworzywo zawierające d2w, w tym worki biodegradowalne przechodzi przez proces oksy-biodegradacji (ang. OXO-biodegradation). Proces ten polega na relatywnie szybkim i raczej nieszkodliwym dla środowiska rozkładzie tworzyw sztucznych. W ten sposób worki biodegradowalne (w dużym uproszczeniu) rozpadają się na takie substancje jak:

  • woda,
  • dwutlenek węgla,
  • biomasa,
  • pierwiastki śladowe.

Do rozpadu worka, niezależnie od otoczenia, wystarczą:

  • światło,
  • temperatura,
  • ciśnienie,
  • uszkodzenia mechaniczne,
  • działanie sił mechanicznych (rozciąganie, ściąganie, rozrywanie).

Koniec plastiku

Oczywiście koniec plastiku jako materiału wykorzystywanego w przemyśle nie jest tak bliski jak mogłoby się wydawać. Jednak jego kontrolowana degradacja, a ściślej – biodegradacja stała się faktem ponad 10 lat temu. Przewiduje się, że zwykły rozpad opakowań z tworzyw sztucznych trwa setki lat, natomiast dodatek d2w pozwala jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko. A wszystko zostało okraszone troską o środowisko naturalne oraz maksymalne wykorzystanie surowca jakim jest plastik w sposób ściśle kontrolowany już na etapie produkcji. Zatem gen innowacyjności naszego gatunku odniósł kolejny sukces w sprzątaniu błękitnej planety.

Dodatkowe informacje

  • ISSUU:
Powrót na górę

Współpracujemy

           

Zostań promotorem

Więcej

Moje konto