Wygumkowana rocznica! (cz. 1)

  • Napisane przez  Józef Antoniewicz
Czołgi Armii Czerwonej na ulicach wyzwolonego nadbałtyckiego miasta Czołgi Armii Czerwonej na ulicach wyzwolonego nadbałtyckiego miasta

Każdego dnia propaganda, niezależnie kto aktualnie jest u władzy, atakuje naszą świadomość historyczną. Do głosu nie dopuszcza się innych opcji politycznych, niezależnych historyków. Rzekomo w imię prawdy historycznej. Według dzisiejszych polityków II wojna światowa zakończyła się dopiero w 1989 r. Usiłuje się nam przekazać tylko czarny obraz tych czasów. Oceny mogą być tylko w kolorze czarnym lub białym, a były przecież różne odcienie, i Polska wśród „demoludów”, jak to wtedy określano, cieszyła się największą samodzielnością. Doszło teraz nawet do śmieszności, bo dwie największe w kraju partie krzyczą na siebie „precz z komuną”, a młodzi zaczynają stawiać znak równości między patriotyzmem a nacjonalizmem.

Kto by tam analizował, jak była różnica między stanem wojennym w 1981 r. a zamachem majowym z 1926 r., w którym zginęło kilkaset osób. Przedwojenna II RP to niby była sielanka. Nie było kilku tysięcy zabitych wśród strajkujących robotników i chłopów, nie było kilkunastu tysięcy zabitych na tle narodowościowym. Nie chwalimy się tym, że mieliśmy w Polsce pierwszy w Europie obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej dla więźniów politycznych i narodowościowych. Ciągle słyszę, że II RP była krajem dobrobytu, demokracji i wolności. To jest twierdzenie kłamliwe i niemoralne, bo w tym czasie miliony osób głodowało. Opowiadała mi moja teściowa, która mieszkała na wsi (w łódzkiem), że zapałki dzielono na połowę. Jajka jadła „od świąt”, nie często, bo zanosiła do Żyda, aby były pieniądze na przeżycie. Szalało wielomilionowe bezrobocie w miastach, a na wsi egzystowano na kilku morgach ziemi.

Osiągnięcie II RP to wybudowanie portu w Gdyni, oraz Centralnego Okręgu Przemysłowego. Państwowa opieka zdrowotna nie istniała. Panował przeogromny analfabetyzm. Za naukę trzeba było płacić, zwłaszcza naukę zawodu krawca, szewca, fryzjera, kowala itd. Jak w owym czasie traktowano pracownika, szczególnie na wsi na dworze, opowiadał mój ojciec, który był ogrodnikiem na dworze w Nekli k/Wrześni. Na codziennej odprawie pan hrabia stał na schodach pałacu z nahajką (stosował gradację kar). Stangretów, stajennych, fornali, kuczerów, oborowych i zwykłych chłopów częstował batem lub kopniakiem. Ojciec był traktowany lepiej, tak jak młynarz, kowal, stelmach, karbowy czy cieśla, bo dostawał najwyżej ręką w mordę, jak to się mówiło. Ta II RP teraz wychwalana, to życie w nędzy, poniżeniu i ubóstwie wielu milionów Polaków. Do tego dochodziły nieustanne waśnie na tle etnicznym. Nad II RP ciągle wisiała groźba zagrożenia z zewnątrz. ZSRR stale mówił o obronie rodaków na swojej zachodniej granicy, ale największe żądanie terytorialne zgłaszały hitlerowskie Niemcy do korytarza dostępu do Prus Wschodnich. Jak widzimy z historii, źle albo nieskutecznie zawieraliśmy sojusze, dlatego też nikt na Zachodzie skutecznie nie zareagował na Pakt Ribbentrop – Mołotow. Kraj nasz znalazł się pod butem z jednej strony wschodniej, wymyślonej kiedyś przez anglików granicy na Bugu, zaś reszta kraju pod okupacją niemiecką. Przedwojenne sojusze okazały się płonne – wydmuszką, gdy przyszło „sprawdzam”.

Mało się teraz mówi o tym, czym był faszyzm i okupacja niemiecka. Niemcy część terytorium „Kraju Warty” od razu przyłączyli do Rzeszy. Reszta, nie zaanektowana przez ZSRR, tzw. Generalna Gubernia była pod patronatem okupanta, skąd Niemcy rabowali co się dało na potrzeby głównie przemysłu zbrojeniowego. Miliony Polaków wywieziono do pracy przymusowej w niemieckich fabrykach i gospodarstwach rolnych. Masowy terror w kraju, łapanki, egzekucje bez sądu. Rasa panów miała zapanować nad światem, a cel uzależniony było od szybkości budowania zakładów uśmiercania ludzi. Stąd na naszym terytorium tyle miejsc kaźni i niemieckich obozów koncentracyjnych. Gdyby Niemcy tę wojnę wygrały, nam Polakom groził los Żydów i Romów w piecach krematoryjnych, a i tak zginęło nas około 6 mln.

Teraz często słyszę powiedzenie, że okupację niemiecką zamieniono na sowiecką. Tak mogą mówić ludzie albo zaślepieni nienawiścią, albo nie umiejący odróżnić faszyzmu od stalinizmu, który także odpowiadał za miliony ofiar swego kraju. Podczas wyzwalania Polski zginęło ponad 600 tys. radzieckich żołnierzy. Oni także, jak każda armia na świecie, w takich wypadkach żywiła się rabunkami i gwałtami, ale skończyły się egzekucje, masowe mordowania przez Niemców, zabijanie, zbydlęcanie jako roboli dla niemieckich panów, wygasły krematoria. My wciąż bombardowani jesteśmy o zbrodniach komunistycznych, ale trudno dla znających te czasy, te okresy i fakty porównywać. A tak naprawdę, na szczęście w Polsce nigdy prawdziwego komunizmu nie było. Dla Polaków wówczas wszystko było mniej groźne od ludobójczej okupacji hitlerowskiej. Dlatego nie ma co się dziwić ogromnemu entuzjazmowi ludności na wyzwalanych terenach, a oddziały polskie, różnej maści partyzantów oraz Armii Czerwonej witano brawami i kwiatami.

Trwała więc ofensywa Armii Czerwonej i 18-20 lipca 1944 r. przekraczała Bug. W Moskwie więc zdecydowano, aby na wyzwolonych terenach Polski stworzyć rząd, który będzie przyjazny ZSRR. Wydrukowano „Manifest do Narodu Polskiego”. Istniejąca w podziemiu na terenie kraju Krajowa Rada Narodowa powołała Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Co ważne, w tym manifeście podkreślono, że działa on na podstawie konstytucji z roku 1921, a nie faszystowskiej, jak podkreślono, z 1935 r. Miał on być przeciwwagą klasową dla istniejącego rządu w Londynie.

Manifest opublikowano 22 lipca w Chełmnie, bo był już wyzwolony, a 27 lipca przeniesiono rząd do Lublina. PKWN w zasadzie miał być władzą wykonawczą. Na jego czele stał Osóbka-Morawski, ale najważniejszą osobą, „szarą eminencją” był Stanisław Radkiewicz (szef osławionej UB), cieszący się zaufaniem Stalina. Osóbka-Morawski już 26 lipca podpisał z ZSRR tajną umowę o polsko-radzieckiej granicy, która na wschodzie opierać się miała o linię Curzona, część Prus Wschodnich (bez Królewca). Na zachodzie ZSRR zobowiązał się do popierania granicy na Odrze i Nysie, gwarancji 500 km dostępu do morza oraz Śląska. Podjęto decyzję o rozbudowie sił zbrojnych, na czele których stanął Michał Rola-Żymierski. W skład PKWN weszli przedstawiciele różnych partii i stronnictw. Utworzono także Milicję Obywatelską. Do zadań tych formacji należało wyparcie resztek Niemców, zapobieżenie rabunkom, schwytanie zbrodniarzy hitlerowskich.

Tak sobie siedzę i dumam, że i tak to co się stało, to i tak było niezłe w tym sensie, że na szczęście Stalinowi nie przyszła chętka na wcielenie Polski jako kolejnej republiki. Mieliśmy w pewnym sensie ograniczoną niepodległość, ale byliśmy państwem samodzielnym, niepodległym, uznawanym przez wszystkie kraje świata, założycielem ONZ. Na kogo mogliśmy w tym czasie liczyć? Kto by się za nami ujął? Alianci już nas drugi raz zdradzili, teraz w Jałcie. Armię Polską na zachodzie rozwiązano, oficerom grożono sankcjami. Na defiladę zwycięstwa w Londynie Polaków nawet nie zaproszono. Zrobił to dopiero Stalin, zapraszając Polaków jako jedynych na wielką defiladę zwycięstwa do Moskwy.

Teraz też deformuje się rolę Wojska Polskiego. Nie istnieją bitwy pod Lenino, walki o Warszawę, Wał Pomorski, Kołobrzeg, forsowanie Odry, walki pod Budziszynem i Dreznem czy nad Łabą, a w końcu w Berlinie. Armia Polska na koniec 1945 r. liczyła ponad 400 tys. żołnierzy. Łącznie z Polskimi Siłami Zbrojnymi na zachodzie była czwartą armią na świecie co do wielkości, i na dodatek nigdy się nie zhańbiła kolaboracją. Rząd w Polsce był całkowicie uzależniony od ZSRR, a jego skład nie był kwestionowany przez Roosevelta i Churchilla. Alianci go popierali i akceptowali. Jednocześnie w lipcu 1945 r. cofnięto uznanie dla rządu londyńskiego. Nikt się za nami nie ujął, na to co się u nas działo w Polsce nie mieliśmy żadnego wpływu. Za zorganizowanie, uzbrojenie, umundurowanie, wyżywienie i całe wyposażenie naszych sił zbrojnych rząd ZSRR nie wziął nawet kopiejki, bo krwi żołnierza nie można przeliczać na pieniądze. Za to Zachód, a szczególnie Anglia kazała sobie sowicie zapłacić. Długi rządu londyńskiego skończył dopiero spłacać rząd PRL Jaroszewicza pod koniec lat siedemdziesiątych.

Dzień 22 lipca w rocznicę ogłoszenia Manifestu stał się więc w PRL świętem państwowym. Wtedy zdecydowało się, że społeczeństwo przestanie „czapkować” jaśnie paniom i panom dziedzicom. Powstały podstawy nowoczesnego państwa. Manifest dawał obietnicę lepszego życia – kto by tego wówczas nie pragnął?

PKWN zgłaszał bardzo postępowe deklaracje. Nikt poważnie myślący nie liczył na III wojnę światową, że wyzwolą nas Alianci. Deklarowano przejęcie na cele reformy rolnej ziemie poniemieckie – rolnik mógł dostać do 100 ha ziemi. Z ziem obszarników rolnik mógł dostać do 50 ha. Wszystko za symboliczną opłatę. Czekali na to mieszkańcy wisi wegetujący na kilku morgach ziemi. Teraz czci się niezłomnych wyklętych, którzy strzelali do chłopów odbierających ziemię z reformy rolnej. To nie niezłomni fałszywi bohaterowie likwidowali na wsi zacofanie i analfabetyzm. Walka z analfabetyzmem, odbudowa kraju, zagospodarowanie ziem zachodnich, elektryfikacja wsi, rozwój oświaty były priorytetami.

Starsi mieszkańcy pamiętają, że PRL powstała na gruzach wojennych. Ubogie rodziny ze wsi i miasteczek zdobywały kwalifikacje, także w wojsku. Pozyskiwano cegły z gruzu i budowano szkoły i inne obiekty. W PRL wybudowano tysiące nowych zakładów – wszystkie obecnie zostały sprzedane za grosze, bo ci z zagranicy chcieli się pozbyć konkurencji na rynku. Nam zaś robi się wodę z mózgu, że to był wielki sukces? (c.d.n.)

Dodatkowe informacje

  • Przeczytaj jeszcze:
    Intermarche Drawsko
Powrót na górę

Współpracujemy

           

Zostań promotorem

Więcej

Moje konto