AI, czyli skok na człowieka i kasę
- Napisane przez Marija Konchakovska
fot. materiały prasowe
Wywiady dziennikarek „Kontrastu” z projektu SPLOT WARTOŚCI 2.0 - „Wartości w działaniu”
O sztucznej inteligencji ciekawie, bo z perspektywy dziennikarko- artystycznej, opowiadali Daria Różańska-Danisz - redaktorka naczelna Wirtualnych Mediów i Sebastian Krok - malarz, wykładowca na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zachęcamy do przeczytania wywiadów Michaliny Sycz i Mariji Konchakovskiej. Powstały w ramach unijnego projektu SPLOT WARTOŚCI 2.0 - „Wartości w działaniu”, do którego młodzież z Zespołu Szkół w Kaliszu Pomorskim zaprosiła Kaha Hoffmann szefowa Ińskiej Fabryki Snów. Rozmowy są owocem warsztatów dziennikarskich teoretycznych i praktycznych przygotowanych przez Aleksandrę Radecką opiekunkę koła dziennikarskiego wydającego gazetę „Kontrast”. Dziękujemy wszystkim, którzy przyłożyli rękę do tego projektu.
Aleksandra Radecka
AI, czyli skok na człowieka i kasę
“Jeśli całkowicie oddamy produkcję treści sztucznej inteligencji, zostanie przemielona papka, której nie da się czytać. Przewidywalna, niewywołująca żadnych emocji. A przecież nam wszystkim chodzi o prawdę i emocje – mówi Daria Różańska-Danisz, redaktorka naczelna portalu Wirtualne Media.
Autorka wywiadu: Marija Konchakovska
Na czym polega dzisiejsza rewolucja w dziennikarstwie? A może to za duże słowo?
Świat mediów zmienił się nie do poznania. Kiedyś wydawał się prostszy. Potem do gry wkroczyły big techy i AI. Jednocześnie uprościły i skomplikowały codzienność. Wychowały odbiorcę, który wymyka się schematom. Nie ogląda telewizji, nie czyta gazet i nie wchodzi na portale internetowe. Wiedzę o świecie czerpie najczęściej z TikToka. I nie martwi się, czy tam jest prawda. Pytanie, czy w ogóle szuka faktów?
Al produkuje treści szybciej, na masową skalę, często zastępując w redakcjach dziennikarzy. Zarówno w polskich jak i zagranicznych mediach mamy największe od wielu lat zwolnienia. Zwalnia RASP (właściciel Onetu), ale i BBC.
To znaczy, że tradycyjne dziennikarstwo umiera?
Mam nadzieję, że dziennikarstwo nie umiera. Ale na pewno bardzo się zmienia. Z jednej strony redakcje chcą tworzyć wartościowe materiały. Ale z drugiej, żeby utrzymać się na rynku, muszą publikować coraz więcej treści. Dlatego tak bardzo popularna jest sztuczna inteligencja i automatyczne generowanie treści.
Liczy się szybkość, zasięgi. Pozostaje mieć nadzieję, że któryś materiał przyciągnie: publiczność, reklamodawców i pozwoli utrzymać biznes.
Coraz częściej mówi się, że te najbardziej wymagające gatunki dziennikarskie – reportaż czy wywiad – staną się czymś na wzór piwa rzemieślniczego: wartościowym, ekskluzywnym, ale niszowym produktem. To formy, które wymagają czasu, wyjścia w teren, rozmowy z ludźmi i pogłębionej pracy. Ale coraz mniej redakcji chce za nie płacić.
Czy w pani redakcji dziennikarze korzystają ze sztucznej inteligencji?
Myślę, że nie ma nic złego w rozsądnym korzystaniu ze sztucznej inteligencji. Ale kluczowe jest tu słowo „rozsądne”. Al może być dobrym narzędziem do researchu, dokumentacji, transkrypcji. Ale nie można ślepo wierzyć informacjom, które „wypluje”. Sztuczna inteligencja często halucynuje. A trzeba pamiętać, że to ostatecznie dziennikarz bierze odpowiedzialność za każde słowo, każdą informację, którą zamieścił w tekście.
Jakie są konsekwencje korzystania ze sztucznej inteligencji, bo przecież w wielu redakcjach tak jest?
Wyobraźcie sobie, że przez wiele tygodni pracujecie nad reportażem, wywiadem, filmem czy komiksem. Poświęcacie temu czas, energię i emocje. Publikujecie, a potem okazuje się, że boty wykorzystują te treści do uczenia się i tworzenia kolejnych materiałów.
Problem polega na tym, że maszyny są w stanie produkować treści w ogromnych ilościach. Redakcja, która zbiera informacje, rozmawia z ludźmi i weryfikuje źródła, nigdy nie będzie w stanie konkurować z taką skalą. W efekcie wartościowe materiały mogą zostać zagłuszone przez masowo generowane teksty.
Obawiam się, że zamiast tekstów, które skłaniają do myślenia, poszerzają wiedzę i wywołują emocje, zostanie informacyjna papka – przewidywalna, wtórna i pozbawiona autentyczności, emocji. A my szukamy emocji i prawdy.
Czy ten proces jest chociaż w jakiś sposób regulowany? Czy pozostawiony sam sobie?
Rozwój sztucznej inteligencji postępuje znacznie szybciej niż proces legislacyjny, dlatego ustawodawcy mają trudności z nadążaniem za zmianami.
Od sierpnia tego roku, zgodnie z unijnymi regulacjami, treści generowane przez AI będą musiały być odpowiednio oznaczane. Problem polega jednak na tym, że wciąż brakuje skutecznych narzędzi do egzekwowania tych przepisów.
Wyzwaniem są również deepfake’i. W ciągu kilku sekund można zmodyfikować zdjęcie lub nagranie w sposób, który jeszcze kilka lat temu wydawał się scenariuszem rodem z serialu „Black Mirror”. Szczególnie niepokojące są sytuacje dotyczące dzieci i młodzieży, które stają się zarówno odbiorcami jak i ofiarami takich materiałów.
Często ponoszą one konsekwencje psychiczne.
Jakieś przykłady?
Ostatnio, jak podaje NASK, uczniowie szkół podstawowych wykorzystują narzędzia AI do tworzenia fałszywych zdjęć swoich rówieśników, a następnie publikują je w internecie, między innymi na platformach sprzedażowych. Operują fikcyjnymi opisami usług. To pokazuje nie tylko skalę zjawiska, ale także jego niepokojące skutki społeczne.
Czy widzi pani możliwość zmiany tej sytuacji?
Za jakiś czas nie będziemy w stanie rozpoznać, co w internecie jest prawdą, a co materiałem wygenerowanym przez sztuczną inteligencję. Będziemy nabierać się na kłamstwo.
Ale i wierzę, że nam wszystkim w pewnym momencie się uleje. Zatęsknimy za tekstem, który napisał dziennikarz, nawet z literówką czy błędnie postawionym przecinkiem. Jako ludzie mamy potrzebę rozumienia procesów, sytuacji, kontekstów. A tego maszyna nigdy dobrze nam nie objaśni.
To jakie treści przetrwają?
Przetrwają tylko te media, które stawiają na reportaż, wywiad, gatunki, których Al nie napisze. Bo przecież maszyna nie pójdzie w teren, nie znajdzie bohatera, nie porozmawia z nim. Redakcje, które generują treści przy użyciu sztucznej inteligencji, można zastąpić w trzy minuty. Boty świetnie uczą się na naszej pracy, korzystają z materiałów dziennikarzy. I wciąż trwają spory między big techami a wydawcami mediów.
Jak zmieniła się praca dziennikarza w tych czasach?
Bardzo się zmieniła. To jest trochę błędne koło, bo media wciąż dostosowują poziom i formę przekazu do odbiorcy. Stajemy na rzęsach, żeby dotrzeć również do was, tzw. zetek. Ale jesteście pokoleniem, które ani nie czyta gazet, ani nie ogląda telewizji, ani nie wchodzi na portale internetowe.
A czy pracy reportera da się nauczyć? Czy każdy może być reporterem, czy trzeba mieć jakieś cechy charakteru, żeby się z tym urodzić?
Dziennikarstwa można się nauczyć, ale pod jednym warunkiem: trzeba mieć w sobie pasję i ciekawość drugiego człowieka. Jeśli ktoś boi się odezwać do drugiego człowieka, porozmawiać z nim przez telefon, nie jest nim tak szczerze zainteresowany, to nie powinien wchodzić na tę ścieżkę.
Trzeba lubić ludzi, próbować ich zrozumieć, nie oceniać. Chcieć ich słuchać i opowiadać o ich prawdzie. Samego warsztatu da się nauczyć, tylko trzeba mieć dobrych nauczycieli.
Co pani sądzi o ostatniej, bardzo kontrowersyjnej, wypowiedzi Olgi Tokarczuk na temat wyręczania się AI?
Na początku myślałam, że ktoś sobie zażartował z naszej noblistki. Zamiast „Czułej przewodniczki” mamy „czuły prompt”.
Rozumiem, że można być zafascynowaną sztuczną inteligencją, natomiast kiedy polska noblistka otwarcie mówi, że korzysta ze sztucznej inteligencji, rodzi się we mnie jako odbiorcy pytanie: czy kolejna jej książka będzie powstawała według zasady: „kochana, rozwiń mi tę piękną myśl, pójdź w takim tonie”, a ja sobie to przepiszę albo zmodyfikuję?
W odpowiedzi na wyznanie Olgi Tokarczuk, że rozszerza swoje horyzonty w zakresie sztucznej inteligencji, zapytaliśmy szefów polskich mediów, jak oni to odbierają i w jakim stopniu korzystają z AI. Oficjalnie wszyscy mówią, że korzystają z tego narzędzia, ale podkreślają, że nigdy nie zastąpi ono autora.
Natomiast, znając kulisy, wiem, że nie jest to pełny obraz.
Czy są tematy, których pani by się nie podjęła?
Ciekawe pytanie. Czasami patrzę na jakiś temat jako Daria Różańska i wydaje mi się on po prostu straszny. Ale kiedy wchodzę w rolę dziennikarza, staram się spojrzeć na niego z innej perspektywy. Opisanie czyjejś historii może sprawić, że ktoś zostanie usłyszany i otrzyma pomoc.
Była sytuacja, z której się wycofałam. Zgłosiła się do mnie matka, która była w trakcie rozwodu. Między rodzicami trwała wojna, a najbardziej cierpiało dziecko. Przez pół roku pozostawałyśmy w kontakcie. Rozmawiałyśmy, pomagałam jej. Nie miałam jednak poczucia, że jestem w stanie napisać o tej sprawie obiektywny tekst.
To był konflikt między byłymi małżonkami, w którym dziecko stało się narzędziem walki. Jako człowiek bardzo przeżywałam tę historię, zwłaszcza że sama jestem matką. Wiedziałam jednak, że jako dziennikarz nie jestem sądem i nie mogę rozstrzygać, kto ma rację. Dlatego pomogłam tyle, ile mogłam, ale tekst nigdy nie powstał.
Czyli to ze względu na dziecko się pani nie podjęła, czy przez samą sytuację rozwodową?
Zobacz nagrania z powiatu drawskiego
Nie byłam w stanie zrobić tego obiektywnie. Zaangażowałam się jako człowiek, ale jako dziennikarz nie chciałam w to wchodzić, bo wiedziałam, że nie jestem w stanie tego dobrze opisać.
Dlaczego wybrała pani dziennikarstwo?
Bo dziennikarstwo to przede wszystkim kontakt z ludźmi i różnymi tematami. To ciekawe i wciągające. Można powiedzieć, że żyje się kilkoma życiami jednocześnie. A przy tym ma się poczucie, że ta praca naprawdę ma sens. I czasem pozwala coś zmienić, choćby odrobinę pchnąć ten świat do przodu.
Ale nie jest tak kolorowo. Ta praca bywa też bardzo frustrująca. Przez kilka miesięcy pracujesz nad tekstem, publikujesz go, a potem widzisz, że przeczytało go 180 osób.
Dodatkowe informacje
-
.:



