W sercu miasta Wyróżniony

48. Zachodnia pierzeja drawskiego rynku, od lewej: dom towarowy Wittego, Hotel Stadt Dramburg oraz dwie nieistniejące dziś kamienice 48. Zachodnia pierzeja drawskiego rynku, od lewej: dom towarowy Wittego, Hotel Stadt Dramburg oraz dwie nieistniejące dziś kamienice

W sercu miasta - Fragment książki Jarosława Leszczełowskiego ,,Pojezierze Drawskie zaklęte w starej widokówce"

Od monumentalnej bryły kościoła przejdziemy do opisu drawskiego rynku (dziś Plac Konstytucji), który stanowił serce miasta. Jego zachodnią ścianę tworzyły cztery domy. Najbardziej na lewo, przy wylocie dzisiejszej ulicy Ratuszowej (dawniej Nettelbeckstrasse), wznosi się wielki gmach dawnego domu Hermana Wittego. W latach trzydziestych ta sama kamienica należała do żydowskiej rodziny Boddinów i mieściła między innymi sklep z artykułami gospodarstwa domowego. W tym samym budynku mieścił się oddział Miejskiej Kasy Oszczędnościowej (Stadtparrkasse), czyli odmiany miejskiego banku (według wspomnień niektórych mieszkańców przedwojennego Drawska miał to być oddział Powiatowej Kasy Oszczędnościowa).  W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w dawnym domu Boddinów swoją siedzibę miał Urząd Miasta, przekształcony później w Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Po reformie administracyjnej i likwidacji powiatów władze miejskie przeniosły się do budynku starostwa.

Na prawo znajdowała równie okazała kamienica, w której mieścił się hotel Krafta, później zwany Hotelem Miasta Drawsko (Hotel Stadt Dramburg). W latach trzydziestych jego właścicielem był niejaki Baumann, a później jego małżonka. Obydwie budowle istnieją do dziś, w przeciwieństwie do dwóch piętrowych kamieniczek stojących niegdyś dalej po prawej stronie. W pierwszej, najmniejszej, znajdowała siedziba Związku Oszczędnościowego Konsumentów, a w drugiej swój warsztat prowadził szewc Wilhelm Kuehl. Wszystkie cztery domy zachodniej pierzei rynku widać dobrze na widokówce 48. W momencie wykonywania fotografii centralny plac w miasteczku tętnił życiem. Na brukowanym rynku zaparkowano kilka aut oraz wiele zaprzęgów konnych.

Ciekawą notatkę odnalazł Harry Schoenrock , według której 2 maja w ówczesnym Hotelu Reiser (później Hotel Krafta, a jeszcze później Hotel Miasta Drawsko) odbyła się sprzedaż promocyjna towarów obuwniczych. Podobną ofertę złożyła firma Hollatzów. Jak widać taka forma sprzedaży nie została wynaleziona w XX wieku.

Hotel Miasta Drawsko, podobnie jak znajdujący się po drugiej stronie rynku hotel Niemiecki Dom, utrzymywał na dworcu kolejowym swojego pracownika, którego zadaniem było transportowanie bagaży przybywających do miasta podróżnych .

50. Dom handlowy Wittego i hotel Krafta podczas obchodów Święta Weteranów 

50. Dom handlowy Wittego i hotel Krafta podczas obchodów Święta Weteranów

Pochodząca z początku wieku karta pocztowa 50 pokazuje przystrojone świątecznie gmachy domu handlowego Hermanna Wittego i Hotelu Krafta (później Hotel Stadt Dramburg). Zdjęcie wykonano 18 czerwca 1899 roku podczas obchodów Powiatowego Święta Weteranów (Kreis Kriegerfest). Uroczystości te organizowane były 18 czerwca przez związki strzelecki i weteranów dla upamiętnienia zwycięstwa nad Napoleonem pod Waterloo. Kamienice przystrojone są we flagi cesarstwa i girlandy.

Co roku na rynku odbywały się też huczne zabawy sylwestrowe pod gołym niebem. Tak miało być i 31 grudnia 1929 roku. Jednakże w nocy z 29 na 30 grudnia właścicielka Hotelu Miasta Drawsko, pani Baumann, zaalarmowała szefa ochotniczej straży pożarnej Willego Hintza wiadomością, że jej hotel płonie. W czasopiśmie “Dramburger Kreisblatt” opublikowano znakomitą relację autorstwa tego ostatniego z akcji pożarniczej. W mieście nie było wtedy syreny i powiadamianie strażaków zabrało trochę czasu, a tymczasem sytuacja była dramatyczna, gdyż - wbrew wszelkim przepisom - ogromny gmach hotelu posiadał tylko jedne schody, które właśnie płonęły. Większość gości zdołała opuścić budynek, zanim płomienie objęły drewniane schody, ale dwie osoby zostały odcięte na najwyższym piętrze. Matka i syn wyglądali przez okno, rozpaczliwie wołając o pomoc. Strażacy czym prędzej wynieśli z remizy wielkie drabiny i w pierwszej kolejności przystąpili do ratowania odciętych płomieniami. Bezpośrednie przystawienie drabin do okien pokojów, w których znajdowały się zagrożone osoby, było niemożliwe ze względu na słupy, doprowadzające energię elektryczną. Mimo to strażacy szybko przeprowadzili zakończoną powodzeniem akcję ratunkową.

W mieście nie było wtedy wodociągów i straż musiała rozciągnąć węże, których końce zanurzano aż w nurtach Drawy. Wszystko to trwało dość długo. Wkrótce na rynku obok licznych gapiów pojawił się landrat (starosta) dr Ehlert, który zaczął pokrzykiwać na dowódcę straży Hintza, że akcja gaśnicza trwa zbyt długo. Willi Hintz nie dał się onieśmielić i wykrzyczał urzędnikowi w twarz, że pierwszą powinnością było uratowanie ludzi, co też jego podwładni uczynili.

Warunki akcji gaśniczej były wyjątkowo trudne. Hintz zdecydował się ustawić na tyłach hotelu ręczną pompę, która była zasilana wodą ze zbiornika przywożonego przez zaprzęg konny. Oddział strażaków na tyłach budynku miał nie dopuścić do zapalenia się drewnianych stajni. Pompę i zbiornik obsługiwali mieszkańcy miasta zobowiązani do świadczeń gaśniczych. Stanowili oni wzmocnienie sił dobrze wyszkolonej ochotniczej straży pożarnej. Na miejscu znowu pojawił się urażony i zły landrat Ehlert. Okazało się, że strażacy służby obowiązkowej nie mogą uruchomić ręcznej pompy, twierdząc, że jest zepsuta. Ehlert znowu poczuł się ważny i w obecności gapiów zrobił awanturę komendantowi Hintzowi. Ten ostatni podszedł do ręcznej pompy i dostrzegł źle ustawioną dźwignię, która uniemożliwiała pracę. Komendant przestawił dźwignię i z węża popłynęła woda. Hintz był już bardzo zniecierpliwiony postawą landrata. Zrobił mu kilka cierpkich uwag na temat marnego wyszkolenia strażaków służby obowiązkowej, za co odpowiedzialne były władze powiatowe. Potem powiedział, że swoją służbę pełni ochotniczo i nie pozwoli besztać się podczas akcji gaśniczej i w obecności osób postronnych. Oświadczył też, że po uporaniu się z żywiołem złoży natychmiast dymisję. Jednak po kilku dniach landrat ochłonął i kilkakrotnie przeprosił za swoje zachowanie.

Ale to nie był koniec kłopotów komendanta w tym dniu. Dzielni strażacy, walcząc z żywiołem, dotarli do hotelowej piwniczki z winem. Pomimo wyraźnego zakazu kilku z nich postanowiło się nieco ochłodzić i ugasić pragnienie. Jeden z majstrów strażackich najwyraźniej czynił to zbyt intensywnie, gdyż zgłosił się do Hintza i zameldował, iż właśnie ugasił „swój” (wewnętrzny) pożar. Zdegustowany komendant odesłał go natychmiast do domu.

Gdy wydawało się, że sytuacja w hotelu została opanowana, nieoczekiwanie wybuchł kolejny pożar w sąsiednim domu rodziny Boddin. Ogniskiem pożaru był składzik opału. Sprawa była bardzo zagadkowa, gdyż niemożliwym było przeniesienie się tutaj ognia z sąsiedniego hotelu. Wszystko wskazywało na celowe  podpalenie. Policji nie udało się jednak wyjaśnić przyczyn pożaru. Autor relacji, Willi Hintz, został później kierownikiem szkoły pożarniczej w Mielenku Drawskim .

Kiedy w 1945 roku do miasta wprowadziła się sowiecka dywizja, jej oficerowie zajęli dla siebie obydwa rynkowe hotele. Po odejściu Rosjan hotel wypełniał swoją funkcję i nosił nazwę Adria. W 1949 roku Adrię przekształcono w hotel pracowniczy Spółdzielni Spożywców, na parterze którego istniała do końca lat sześćdziesiątych restauracja Adria.

Północną pierzeję rynku otwierała szeroka, piętrowa kamienica szachulcowa widoczna na zdjęciach 43, 48 i 52. Na jej parterze mieściły się dwa sklepy: Paula Schuberta i Wilhelma Kuenkela. Sklep Paula Schuberta miał szczególną atmosferę i bogaty asortyment sprzedawanych towarów. Znajdowało się tam aż siedem działów!. W pierwszym oferowano zegary, w tym duże salonowe, specjalnością zaś drugiego były różne typy lornetek. Trzecie stoisko oferowało artykuły fotograficzne, a czwarte stanowiło sklep muzyczny, gdzie obok dużego wybory instrumentów można było kupić patefon i płyty. Były tutaj jeszcze warsztat oferujący drobne naprawy, laboratorium fotograficzne i dział wysyłkowy. Na ilustracji 51 możemy zobaczyć wykwintną reklamę sklepu Schuberta. W 1931 roku Paul Schubert obchodził uroczyście 25-lecie swojej firmy, działającej w  miejscu, które wykupił już jego ojciec, od 1875 roku prowadzący tam warsztat szewski.  Natomiast z roku 1877 pochodzi informacja, że  Karol Schubert rozbudował swój magazyn towarów obuwniczych. Lata siedemdziesiąte XIX wieku to tak zwany „złoty okres założycieli”, kiedy firmy powstawały jak grzyby po deszczu. Niewątpliwie pozytywnie na ówczesną niemiecką gospodarkę miały francuskie reparacje wojenne .

51. Reklama sklepu Paula Schuberta, zegarmistrza i jubilera

W polskim Drawsku Pomorskim firmę Schuberta zastąpił sklep monopolowy. Po prawej stronie, w tym samym budynku pan Sabik handlował towarami kolonialnymi i nie tylko. Można było tutaj kupić przechowywane w beczkach śledzie. Za ladą w kankach stało mleko, które sprzedawca nalewał metalowym pojemnikiem, ponadto można było tam kupić marmoladę i dziegieć. W połowie lat pięćdziesiątych ten szachulcowy dom padł ofiarą płomieni. Na jego miejscu spółdzielnia Świt wybudowała blok mieszkalny.

Na północnej stronie rynku wybudowano jeszcze dwa szerokie budynki: w środku wznosiła się pokaźna, dwupiętrowa kamienica, w której działały kawiarnia Schmidta i piekarnia Howego. Obok wznosił się dom towarowy Braunschweig. Te dwa stare domy zostały zniszczone w wyniku działań wojennych i możemy je oglądać jedynie na starych zdjęciach.

Wschodnią ścianę rynku, podobnie jak zachodnią, tworzyły cztery domy, które w komplecie dotrwały do naszych czasów. Widać je dobrze na widokówce 53 z kategorii „topograficznych grussów”, wydanej w 1902 roku przez znaną nam drawską księgarnię Ottona Janckego. Zdjęcie zostało zrobione z wieży kościelnej. Widać doskonale wszystkie domy wschodniej pierzei oraz zaplecza domów na północnej stronie. Na rynku trwa ożywiony ruch, gdyż odbywa się właśnie cotygodniowy targ lub jarmark. U wylotu ulicy Górskiej (Bergstrasse, dawniej ulica Mała Tkaczy Wełny, dziś Bednarska) stoi dom, w którym handlowali Max Heller i W. B. Weymann. Ten ostatni prowadził sklep kolonialny, w którym można było nabyć towary delikatesowe, przyprawy, tabakę, cygara, papierosy, spirytualia i wina. Na banerze reklamowym, zamieszczonym w “Kalendarzu ojczyźnianym” z 1929 roku, Weyman chwali się, że jego sklep posiada nowoczesną wypalarkę kawy, dzięki której jest w stanie w każdej chwili oferować klientom świeżutki i wonny napój .

52. Zachodnia i północna pierzeja drawskiego rynku, od lewej: dom towarowy Wittego, Hotel Stadt Dramburg, siedziba związku konsumentów, zakład szewski, kościół Świętej Marii, dom ze sklepami Schuberta i Kunkela oraz fragment domu z piekarnią i kawiarnią

53. Widok z wieży kościelnej na rynek w 1902 roku. Wydawnictwo księgarni Ottona Janckego

54. Wschodnia pierzeja rynku. Piękny wytłaczany papier stanowił swojego rodzaju reklamę, gdyż wydawcą pocztówki była drawska firma Brandta, handlująca właśnie papierem

55. Północna i wschodnia ściana rynku. Wydawnictwo Gustawa Brandta z 1914 roku

Weymann należał też do pierwszej grupy abonentów sieci telefonicznej zakładanej w 1912 roku, dzięki czemu otrzymał niski, dwucyfrowy numer. Pierwszym abonentem był adwokat Rosenfeld, który mieszkał w willi Margarette przy ulicy Wielkomłyńskiej (dziś Piłsudskiego). Pan mecenas mógł się pochwalić  wyjątkowym numerem telefonicznym: 1.

W 1912 roku w niewielkim pokoiku nad sklepem Weymanna znajdował się punkt obsługi klientów firmy Prowincjonalna Elektrownia Massow, której zadaniem było zachęcanie mieszkańców Drawska do skorzystania z dostaw energii elektrycznej. Nie było to zadanie łatwe, gdyż ta nowinka techniczna była wówczas jeszcze bardzo kosztowna. Większość drawszczan wolała pozostać przy tanim oświetleniu gazowym lub korzystać z lamp naftowych. Proces elektryfikacji był przez to dość długotrwały, dlatego jeszcze 1939 roku istniały wiejskie gospodarstwa niedołączone do sieci energetycznej. Koszty przyłączenia wolno stojących domostw pokrywać musieli ich właściciele, co nie ułatwiało sprawy .

Po II wojnie światowej w omawianym powyżej, narożnym domu był sklep warzywny, który mieszkańcy opatrzyli nieoficjalną nazwą „U Michała”. Niszczejący budynek został późnie przebudowany i utracił swój pierwotny wygląd.

Idąc dalej, dostrzeglibyśmy dom mieszkalny i firmę Kurta Wiebacha. Ojciec Kurta nabył dom już 9 maja 1877 roku od pani Amtmann Herr i założył sklep z materiałami. Budynek ten spłonął w 1906 roku, ale został odbudowany w nowej, bardziej okazałej postaci. Jego pierwotny wygląd możemy zobaczyć na widokówkach 53 i 54, a odbudowany gmach na zdjęciach 55 i 56. Na wysłanej 8 lutego 1914 roku widokówce 55 odbudowany po pożarze dom Kurta Wiebacha wyraźnie się wyróżnia na wschodniej stronie rynku. Handlował on towarami kolonialnymi, materiałami budowlanymi, węglem, żelazem i spirytualiami. Wygląd kamienicy wskazuje, że interesy szły bardzo dobrze. W polskim Drawsku na parterze tej wysokiej kamienicy istniał sklep odzieżowo-tekstylny.

Trzecia kamienica należała do zegarmistrza Ernsta Schramma i handlarza artykułami do robót ręcznych Ernsta Krausego, a po II wojnie światowej była tutaj drogeria pana Schulza. Na piętrze zaś pracowały wtedy biura Miejskiego Handlu Detalicznego, który koordynował pracę wielu sklepów spożywczych, tekstylnych, mięsnych, pasmanteryjnych a nawet motoryzacyjnych na terenie Drawska i Złocieńca.

Ostatnim domem wschodniej ściany rynku był początkowo niewielki hotel Maas, który został rozbudowany w latach dwudziestych i przyjął nazwę hotel Dom Niemiecki (Hotel Deutsches Haus) – jego już rozbudowany, wielki gmach zobaczymy na widokówce 56. Przez szkło powiększające dostrzeżemy na tym zdjęciu szyldy Hellera, Wiebacha, Weymana i Schramma. Właścicielem rozbudowanego hotelu był Ernst Reiner. Po wojnie wygodny gmach hotelowy najpierw upatrzyli sobie Rosjanie, a później umieszczono tutaj zakład odzieżowy Drawskich Zakładów Przemysłu Terenowego. Zakład produkował różnego rodzaju wyroby, ale bardzo wysoką rentownością odznaczały się szyte tutaj lalki, które eksportowano do szesnastu krajów. Popyt był tak duży, że zdecydowano się wzmocnić produkcję pracą chałupników z Drawska i pobliskiego Złocieńca.

Pora omówić południową pierzeję rynku, w czym pomocna będzie pocztówka 57, przedstawiająca właśnie tę stronę rynku i dzisiejszą ulicę Ratuszową. Na pierwszej kamienicy po lewej stronie można odczytać szyld warsztatu zegarmistrzowskiego Maxa Raduenza, na tym samym domu dostrzeżemy też szyld farbiarni. Mieściła się tutaj również Kawiarnia Cesarska, do której można było wejść od strony dzisiejszej ulicy Piłsudskiego. Kolejny budynek to sklep o bardzo bogatym asortymencie, gdyż jego właściciel, Karol Boehlke, sprzedawał akcesoria wędkarskie, rowerowe i radiowe. Trzecia kamienica to cukiernia Eryka Kleinschmidta, a czwarta - popularna w przedwojennym Drawsku piwiarnia Eryka Hollatza, który w tym samym budynku prowadził sklep z towarami kolonialnymi. Rodzina Hollatzów nabyła ten dom od Paula Arndta w 1877 roku i otworzyła destylarnię oraz sklep z materiałami. W ostatnim domu południowej pierzei znajdował się zakład fryzjerski Wernera Kuehla i sklep rowerowy, a dalej stały domy ulicy Nettelbecka (Ratuszowej). Wszystkie budynki tej strony rynku spłonęły doszczętnie w marcu 1945 roku.

56. Wschodnia ściana rynku z hotelem Deutsches Haus. Wydawnictwo księgarni Ottona Rambowa

61. Barwna litografia wysłana 23 maja 1901 roku, przedstawiająca kościół, gimnazjum oraz kilka domów przy drawskim rynku oraz wylot ulicy Wielkomłyńskiej (Piłsudskiego). Wydawcą był zakład litograficzny, papierniczy i introligatorski Brandta z Drawska Pomorskiego

 

Ostatnio zmienianyśroda, 23 kwiecień 2014 22:54
Powrót na górę

Moje konto

Polecane

Wiadomości

Styl życia

Więcej